Blog > Komentarze do wpisu
Avanti!

Źle robię nie pisząc wtedy, kiedy nie dzieje się we mnie dobrze. Gdybym na bieżąco pokazywała przed sobą, że coś jest nie w porządku, być może udałoby mi się w jakimś stopniu to pokonać. A kiedy ukrywam coś sama przed sobą, nie wnoszę do swojego życia nic prócz kłamstwa i grzechu. Chciałabym spróbować pisać częściej, ale jakkolwiek mnóstwo miałabym na to czasu, tak nie zawsze mogę się przełamać. Przyznać się do błędu przed samym sobą nigdy nie było łatwo.

W Radzicu byłam w Boże Ciało. Cały tamten dzień był wielkim darem od Pana, pełnym niespodzianek. I chociaż było już zupełnie inaczej niż wtedy, w sierpniu, dotarło do mnie, że Jezus jest w każdym z nas, a więc każdy z nas jest Bożym Ciałem. To najważniejsze.

Ale to było wtedy, to było miesiąc temu, kiedy jeszcze trwałam wiernie. Teraz...Teraz jest teraz i jest źle. Upadłam gdzieś po drodze i choć bardzo chcę znów nie mogę się podnieść. Bo też i trochę nie chcę. To paradoks, ale taka się we mnie urodziła właśnie dwoistość, bardzo zniewalająća dwoistość. Moja modlitwa osobista gdzieś umknęła, zupełnie sobie już z nią nie radzę. I nie wiem kiedy chce wrócić. Wiem, że On czeka i chyba świadomość, że wkrótce przestanie, odejdzie byłaby bardziej mobilizująca niż pewność, że On patrzy, że widzi, że kocha dalej tak saamo mocno i wygląda z cierpliwością mojego powrotu.

I, muszę to przyznać, ale przy Ełie jestem inna. Tutaj, w Domu, jestem inna. Nie wiem dlaczego tak się dzieje - może to przez ten jego stosunek, relację, zniechęcenie. Próbuję, wciąż próbuję go "wyprowadzić na prostą", zachęcić, pokazać to piękno, któro tak mnie uszczęśliwia, a dla niego jest codziennością, monotonią. Nie udaje mi się, jest chyba jeszcze zbyt młody, by pojąć istotę tego piękna, mój zachwit, prawdę. Moja porażka jest tym większa, że Eł w jakimś stopniu zaraża mnie tym, nie skupiam się na tym, co najważniejsze, odbiegam, odlatuję.  Byłabym taka szczęśliwa, gdybyśmy oboje opiewali w zachwycie nad Bożą miłością w takim samym stopniu. Ale w Domu! Razem ze wszystkimi!

A dziś ostatnie spotkanie z Giorgio. Przynajmniej oficjalne. To smutne, że nie miałam okazji poznać go bliżej. To smutne, że nie usłyszę w najbliższym czasie jego wspaniałych nauczań, żartów, nie zobaczę uśmiechu i błysku w oku. Eła, wydaje mi się, w ogóle to nie obchodzi. Dla mnie to strata. Ale przecież każde drzwi muszą się zamknąć, by mogły otworzyć się nowe. Jak sam Giorgio powiedział: "Avanti! Sensa paura! Io sono con te!".

środa, 22 czerwca 2005, ke-ka-ko

Polecane wpisy

  • Kurs Filipa 2005.

    Kolejny, drugi, w moim życiu. Kurs Filipa. Najlepszy początek. Absolutny nie-koniec. Mnóstwo wspomnień, mnóstwo radości, strumienia doświadczeń. Że wtedy,pokoch

  • Ten, który prostuje kręte drogi naszego życia.

    Dzisiaj, jak nierzadko to się zdarza, słuchałam kazania podczas Mszy Świętej. Wiem, że to nieładnie nie słuchać kazań, ale kiedy ksiądz ma monotonny, znudzony i

  • Po filmie.

    Obejrzałam film, który został nakręcony na 25 rocznicę powstania Koinonii Giovanni Battista. Wstyd, że dopiero teraz, ale cieszę się, że odmówiłam sobie parę rz

Komentarze
Gość: Agata, 80.51.252.*
2005/07/01 09:06:29
Goldie, wczoraj kiedy się modliłam wieczorem, myslałam szczególnie o Tobie i o Ełie? :) i wiesz...
po to masz wspólnotę, aby Cie niosła - kiedy Tobie brakuje trochę sił ( nie wiem czy mnie zrozumiesz) ale paamiętaj nie jesteś sama...
" Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?* On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?* Któż może wystąpić z oskarżeniem przeciw tym, których Bóg wybrał? Czyż Bóg, który usprawiedliwia? Któż może wydać wyrok potępienia? Czy Chrystus Jezus, który poniósł [za nas] śmierć, co więcej - zmartwychwstał, siedzi po prawicy Boga i przyczynia się za nami?*
Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane:
Z powodu Ciebie zabijają nas przez cały dzień,
uważają nas za owce przeznaczone na rzeź*.
Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nam umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie*, ani co głębokie*, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym."(z listu do Rzymian)

-
Gość: kiko, *.internetdsl.tpnet.pl
2005/07/03 11:12:18
To zadzwiające, bo jeszcze pare miesięcy temu czułem się tak samo jak Ty. Pamiętam jak mówiłaś, że się za mnie modlisz, abym w końcu zaczął się modlić. Teraz ja się modlę o Ciebie, pamiętaj... jesteś we Wspólnocie :-D
-
2005/07/05 00:54:57
Ostatnio mam wrażenie, że wiara nie polega na tym, ile razy nie upadniesz, ale ile razy zdołasz się podnieść z grzechu. A że upadasz to normalne, ja też upadam, tak samo jak moi znajomi czy bliscy. Dlatego na początku Eucharystii celebrans mówi: Uznajmy przed Bogiem naszą grzeszność. Tylko godząc się z faktem, że jestem słaby, że grzeszę, zdołam pokonać Złego, inaczej - zagubiony we własnej pysze - nic nie osiągnę. Pisz więcej, to pomaga, pisz nawet o tym, co zjadłaś na śniadanie, czy co śmiesznego widziałaś, ale pisz, proszę.

Pozdrawiam serdecznie i zapewniam o modlitwie!
Głowa