Zakładki:
Koinonia Jan Chrzciciel
Powołani.
Tamta przestrzeń, z którą nie mogę się rozstać.
Voi
RSS
niedziela, 16 stycznia 2005
Ten, który prostuje kręte drogi naszego życia.

Dzisiaj, jak nierzadko to się zdarza, słuchałam kazania podczas Mszy Świętej. Wiem, że to nieładnie nie słuchać kazań, ale kiedy ksiądz ma monotonny, znudzony i usypiający głos albo, co gorsza, mówi jakby przez nos nie sposób tego wytrzymać. A już tym bardziej kiedy te wypociny nie są wcale zajmujące i zaczepiają o tematy, którymi Kościół, w zasadzie nie powinien się zajmować. A, i jeszcze nie cierpię tego wrażenia, że to kazanie jest ściągnięte z internetu. Tego już nie mogę znieść, ksiądz od razu traci w moich oczach. W sumie, co tam księdza moje oczy obchodzą, prawda? Ale ale, o czym innym chciałam. Dziś bowiem kazanie miał ksiądz-filozof, jak ja go nazywam. Jednak jego refleksje były nadzywczajne, ponieważ opowiedział nam bajkę. Tak, bajkę. Postaram się ją oddtworzyć, bo była piękna.

Na pięknej, dużej, zielonej polanie rosły trzy drzewa. Drzewa owe miały swoje marzenia i pragnienia, jak każdy człowiek. Pewnego razu postanowiły podzielić się ze sobą swoimi marzeniami. Pierwsze drzewo powiedziało, że bardzo chciałoby kiedyś być skrzynią na skarby, skrzynią obitą w złoto i srebro, ozdobioną diamentami, chowającą najdroższe i najpiękniejsze ozdoby świata. Pragnieniem drugiego drzewa było stanie się statkiem, potężnym i mocnym, który zawoził by ludzi wszędzie, gdzie tylko zapragną i aby na jego kadłubie czuli się bezpiecznie. Trzecie drzewo marzyło o tym, by być najwyższym. Tak wysokim, aby sięgało nieba, było najbliżej Pana Boga i by podziwiano je na wysokim wzgórzu.

Drzewa przez kilkadziesiąt lat modliły się o spełnienie swych marzeń. Pewnego dnia do lasu przyszli drwale. Kiedy ścinali pierwsze drzewo, miało ono jeszcze nadzieję, że stanie się skrzynią skarbów. Niestety zrobiono z niego karmniki, korytka i inne urządzenia gospodarskie. Kiedy drwale ścinali drugie drzewo ono także miało nadzieję, że jego pragnienie się spełni. Ale i to marzenie spełzło na niczym, stało się malutką łódką rybacką. Kiedy drwale podeszli do trzeciego drzewa ono już wiedziało, że wszystkie modlitwy spełzły na niczym. Straciło wiarę, bo wiedziało, że jej marzenie nie ma szans się spełnić. Zostały z niego  kawałki belek i drewienek, które położono w szopie. Ale to nie koniec historii, bowiem Pan nie zostawia człowieka i nie pozwala by jego prośby były daremne.

Pewna rodzina, która zamieszkała na jakiś czas w starej szopie, bo nie było dla niej miejsca w gospodzie, ułożyła swoje Dzieciątko w żłóbku zrobionego z pierwszego drzewa. Tak oto spełniło się jego marzenie. Wiedziało bowiem, że trzyma w sobie największy skarb świata. Innym razem rybacy wybrali się na połów ze swoim Nauczycielem. Kiedy nadeszła burza przerażeni obudzili śpiącego Mistrza. Ten uciszył burzę, a drzewo, z którego zrobiona była ich łódź wiedziało, że ma na swoim pokładzie kogoś, z kim można czuć się najbezpieczniej. Zatem i jego marzenie się spełniło. Jakiś czas później Ktoś zaniósł trzecie drzewo na szczyt wzgórza i został do niego przybity gwoździami. Drzewo zostało wzniesione wysoko do góry i wiedziało, że jego marzenie spełniło się w najdoskonalszej formie, bo nie tylko było najbliżej Boga- sam Bóg został na nim ukrzyżowany. Tak oto wysłuchane zostały prośby i modlitwy trzech drzew.

Morał tej bajki jest taki, by nie zniechęcać się. Nasze marzenia się spełnią, kiedy tylko będziemy się o to modlić i nieprzerwanie prosić o to Pana. Jak widać nie zawsze spełniają się one wtedy, kiedy chcemy i w taki sposób, jaki sobie wyobrażamy. Ale miłosierny Pan nigdy o nas nie zapomina, po prostu Jego plany wobec nas są nieodgadnione. I na tym polega piękno naszego życia.

Zaufaj Mu i naucz się cierpliwości, to podstawa wiary. Z Panem wszystko jest dużo prostsze...uwierz w to.

19:16, ke-ka-ko
Link Komentarze (1) »
niedziela, 09 stycznia 2005
Po filmie.

Obejrzałam film, który został nakręcony na 25 rocznicę powstania Koinonii Giovanni Battista. Wstyd, że dopiero teraz, ale cieszę się, że odmówiłam sobie parę rzeczy, żeby siąść i oglądnąć, a nie oddać kasetę bez włożenia jej do magnetowidu. Muszę przyznać, że film jest cudowny. Ekipa pokazała tyle świata, tyle kultur, tyle ludzi, tyle wiary, miłości i nadziei. Ten film jest o mocy Ducha Świętego i nakręcony z Jego pomocą! Najcudowniejsze były fragmenty (jakie to szczęście, że takie długie!) z wizyty w naszym kraju, w Polsce! Świadectwo pana, który jest więźniem było bardzo przejmujące i wzruszające. Wizyta w Radzicu, te wszystkie znajome twarze...i, w końcu, Tarnobrzeg! moje miasto! Aż łezka mi się w oku zakręciła...I to nie jedna...Jednak tym, co spowodowało, że z moich oczu popłynęły łzy była muzyka. Muzyka...dźwięki, które wydobywały się z harfy o. Sandro. Nie słyszałam piękniejszej, wzruszającej i bardziej uspokajającej, a jednocześnie silnej, mocnej, pełnej wiary i nadziei muzyki. Cudo! Bardzo się cieszę, że miałam możliwość obejrzenia tego filmu. Jestem strasznie szczęśliwa, że jestem w Koinonii Giovanni Battista i mogę czuć jedność z braćmi i siostrami z całej Europy i świata.

Dziękuję Ci, Panie, za dar powołania!

22:37, ke-ka-ko
Link Komentarze (2) »