Zakładki:
Koinonia Jan Chrzciciel
Powołani.
Tamta przestrzeń, z którą nie mogę się rozstać.
Voi
RSS
czwartek, 23 grudnia 2004
Wigilia klasowa.

(z datą 22.12.2004)

Miałam dzisiaj klasową Wigilię. Pierwszy raz w życiu doświadczyłam czegoś takiego w szkole. Nie ma co ukrywać, z moją poprzednią klasą nie dało się poczuć magii świąt. Na "wigilię klasową" przychodziło się normalnie ubranym, jedzenia (słodyczy) było tyle, co kto sobie sam przyniósł, a życzenia składali sobie tylko Ci, którzy się lubią wzajemnie lub są w miarę poprawnych stosunkach, resztę traktowało się jak powietrze. Przed świętami, wiesz? To było straszne, ale nie dało się zmienić stosunku niektórych osób do tej uroczystości. Ale teraz mam cudowną klasę. To wspaniałe uczucie lubieć wszystkich. Nie ma osoby, za którą nie przepadam, nie ma osoby, którą lubiałabym mniej. Lubię tak samo wszystkie 34 osoby i dziękuję Panu Bogu za to, że postawił na mojej drodze tych ludzi.

Dzisiejszy dzień był cudowny. Były kolędy, był opłatek, było mnóstwo życzeń, był barszcz z uszkami, pierogi, ciasta, herbatka, była atmosfera świąt. Naprawdę dawno nie czułam się tak dobrze w klasie. Życzenia jakie dostałam były piękne. To nic, że większość życzyła mi jednej i tej samej rzeczy (nawet tym samym zdaniem), rzeczy, która nie ma szans się spełnić, bo tego nie chcę. Liczą się intencje. A na deser był Krystianek mój kochany! Z Krystiankiem składaliśmy sobie życzenia dość długo i były to naprawdę cudowne życzenia, bo przepojone najszczerszymi intencjami. Krystian- trwajmy w tym, co nas łączy, bo to jest jedna z najlepszych spraw, jaka mi się mogła przytrafić! Złożyłam sobie życzenia z chyba 60 osobami, niesamowite...Naprawdę jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, bo wszystkie te życzenia były prosto z serca. Ten czas w szkole jest bardzo szczególny. Wszyscy czują tę atmosferę i wczuwają się w nią, tak zupełnie naturalnie. Nie umiem tego wszystkiego opisać. Nie umiem ująć w słowa tego, jaki przyjemny był dzisiejszy dzień i jak bardzo wbił się w moją pamięć.

I jeszcze jedno...Pewna osoba, na której mi zależało i zależy powiedziała mi wieczorem, że życzenia jakie jej złożyłam były wyjątkowe spośród wszystkich tych, które dostała. Niesamowicie ucieszyły mnie te słowa, bo życzenia jakie skierowałam do tej osoby były bardzo spontaniczne i prosto z serca. To takie miłe, kiedy ktoś coś doceni...

22:30, ke-ka-ko
Link Komentarze (1) »
piątek, 10 grudnia 2004
1.

(z datą 26.02.2004)

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga, Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało." (J 1,1-2)

Do Koinonii Jan Chrzciciel trafiłam niedawno poprzez Kurs Filipa (kurs przygotowujący młodzież do sakramentu bierzmowania). Od początku ciekawił mnie ten kurs, więc z niecierpliwością czekałam na dzień 23 stycznia, kiedy to miał się rozpocząć. Nie przeliczyłam się. Kurs Filipa był przełomowym momentem w moim życiu, punktem zwrotnym w mojej wierze. Pierwszego dnia zapamiętałam niewiele. Jedno zdanie, ale wydaje mi się najważniejsze, naistotniejsze: "Bóg kocha Ciebie dzisiaj takim, jakim jesteś". Aha, czyli Bóg kocha mnie taką, jaką jestem! Bez względu na moje wady, poczwary i kaprysy! Ale tamten piątek dał mi też co innego. W tamten piątek było błoto. Błoto było na naszych rękach, oczach i ustach. Na moich też. To było obrzydliwe, a jednocześnie cudowne! Nie zapomnę nigdy atmosfery oczyszczenia, jaka wtedy panowała. To błoto cudownie krzyczało, że Bóg nas kocha! Kocha od teraz, od zaraz, od zawsze. Tę wielką miłość mogłam poznać podczas gdy członkowie Wspólnoty dzielili się z nami swoimi świadectwami. Świadectwa te były niesamowite, tak bardzo było widać w życiu tych ludzi miłość Bożą...Pamiętam, że myśmy się wszyscy wtedy śmiali. Byliśmy w szoku, uważaliśmy, że ci ludzie są nienormalni. Kiedy na Eucharystii zobaczyliśmy, w jakiej formie oni się modli...ten taniec, śpiew, klaskanie w dłonie...to było tak inne od tej naszej "normalnej" modlitwy...Wtedy zaproszono nas na czwartkowe spotkanie. Pomyślałam: "co mi szkodzi, pójdę". I poszłam. Z Krystianem i Kasią poszłam. To było kolejne doświadczenie, kolejna nowość, kolejna próba. Miałam to wszystko przed sobą i miałam w tym uczestniczyć, a zupełnie nie wiedziałam, jak mam to zrobić. Byłam gotowa śmiać się z samej siebie, że przyszłam na to spotkanie, jednak milczałam, brakowało mi słów. Miałam mieszane uczucia. Po drugim spotkaniu zaczęłam podziwiać tych ludzi. Byli tacy wolni, radośni, leccy. Zapragnęłam być taka, jak oni. To nie była łatwa droga. Przecież musiałam się przekonać, przecież musiałam wszystko zmienić, przecież musiałam tak po prostu zaufać! Ale ja wtedy naprawdę bardzo chciałam też tak. Spotkania czwartkowe dawały mi mnóstwo radości. Czułam się po nich niesamowicie lekka, radosna. Pokochałam tych ludzi: Agatę, Rafała, Romka, Asię i Kasię i innych. Pewnej niedzieli, na jedną z Eucharystii w ostatnią niedzielę miesiąca przyjechał o.Sandro. Mieliśmy okazję złożyć deklarację. Nie wahałam się ani chwili. Nie wiedziałam do czego będe zobowiązana, ale bardzo chciałam być Janem Chrzcicielem Nowej Ewangelizacji. To był przełomowy dzień w moim życiu. Wtedy tak bardzo czułam jedność Wspólnoty, jak mało kiedy. Byłam niesamowicie nasycona Duchem Świętym! Wyznałam przed wszystkimi, że Jezus jest moim Panem! Od tamtej pory byłam już oficjalnie w Koinonii. Poznałam co to Dom Modlitwy i Agapito, zaczęłam bliżej poznawać swojego Pana.

Jeśli myślisz, że to wszystko było zbyt piękne, żeby było prawdziwe, to nie mylisz się. Jestem słaba, jak każdy z nas i nieraz upadałam, nieraz miałam kryzys, nieraz moja wiara przechodziła próbę. Bywało ciężko, bywały chwile, kiedy nie modliłam się, nie miałam ochoty, nie czułam się na siłach, nie czułam potrzeby. Jeden z takich kryzysów trwał naprawdę długo. Ogarnęło mnie zło, mimo tego, że wyglądało, iż wszystko jest w porządku było bardzo niedobrze. Siebie nie mogłam okłamać, Pana tym bardziej. Na szczęście niedawno to wszystko się skończyło, niedawno udało mi się wyjść na drogę Pana i w czystości serca kroczyć za Nim. Ale to jest już osobna historia, którą opowiem Ci później.

Wiedz tylko, że kimkolwiek byś nie był, chciałabym, żebyś miał możliwość i ochotę doświadczyć tego, co ja we Wspólnocie. Chciałabym, byś poczuł obecność Pana w swoim życiu. Chciałabym, żebyś zaufał Mu, tak jak On ufa Tobie. Bo musisz wiedzieć, że Bóg może wszystko, ale nie może jednego- przestać Cię kochać...

22:00, ke-ka-ko
Link Komentarze (5) »
wtorek, 07 grudnia 2004
Preludium.

Cześć, jestem Paulina i wyznaję Ci, że moim Panem jest Jezus. Mam już bloga. Tamten to jednak zupełnie co innego. Przestrzeń, w której zaczęłam się dusić i cierpieć na klaustrofobię. Zbyt mało miejsca dla zbyt wielu ludzi. Ludzi, którzy niekoniecznie muszą znać wszystkie moje myśli. A nawet, bym powiedziała, nie powinni. Chcę tutaj podzielić się z Tobą kawałkiem siebie. Chcę pokazać Ci świadectwo mojej wiary. Nie wiem jeszcze jakie ono będzie, sama będę z niecierpliwością obserwować kolejne etapy tworzenia. Tworzenia siebie. Nie musisz nic mówić. Siądź, po prostu, i posłuchaj, co wyskrzeczała moja dusza "na niwach zielonych"...

16:09, ke-ka-ko
Link Komentarze (1) »